To już dzisiaj! Dzień w życiu stolicy, na który czekają wszyscy zarówno mieszkańcy jak i turyści odwiedzający Reykjavik pod koniec sezonu turystycznego. Menningarnótt, zwana również Culture Night, to nie właściwie cały dzień wszelkich działań na polu sztuki, które ożywiają poszczególne stolice Reykjaviku. Możemy zatem posłuchać orkiestry lokalnej filharmonii, zwiedzić statek straży przybrzeżnej, posłuchać młodych zespołów z Wysp Owczych, grających w niewielkim budynku ambasady Kanady, wziąć udział w konkursie hula - hop, poznać tajniki Capoeiry, czy UWAGA UWAGA, wybrać się na koncert Moniki Brodki, która wydaje się być jedną z gwiazd dzisiejszego święta. Wszystko to dziać się będzie w nieomal rodzinnej atmosferze, o którą szczególnie zadbają mieszkańcy Reykjaviku, częstując swoich gości wszelkiej maści słodkościami, całość zostanie zwieńczona rewelacyjnym ponoć pokazem sztucznych ogni!
My rozpoczęliśmy ten dzień jednak z innej strony, startując w 30. jubileuszowym półmaratonie, którego trasa wiodła najbardziej interesującymi fragmentami miasta (czyli głównie wybrzeżem). To był dobry początek dnia - 1h 26 min 41 s. Co będzie dalej, przekonamy się niebawem!
Duet BYRTA- prosto z Wysp Owczych. Oni też wystąpią dzisiaj w Reykjaviku!
Na dalekiej Północy jest mroźny noc. Młody herosVäinämöinen na swoim koniu w szalonym pędzie przebywa zmarzłe pustkowia. Nagle przystaje zdumiony, a jego oczom ukazuje się niezwykły widok. Piękna kobieta siedzi na skraju tęczy i przędzie złotą nić na kołowrotku. To Córa Północy, obserwująca Ziemię z niebios. Väinämöinen oszołomiony zaprasza ją do swych sań. Córa Północy odpowiada:
- Wyjdę za mąż tylko ta tego, który w trzech próbach udowodni swoje męstwo.
Väinämöinen jest gotowy podjąć wyzwanie. Dwie pierwsze próby przechodzi zwycięsko. Na końcu Córa Północy prosi, by Väinämöinen wyrzeźbił łódź z kawałków jej wrzeciona.Ogarnięty emocjami Väinämöinen kaleczy się w kolano, a Córa Północy znika mu z oczu.
To poemat z fińskiego zbioru legend Kalevala, który zainspirował Jeana Sibeliusa do stworzenia jednego z najpiękniejszych poematów symfonicznych na świecie. Muzyka tego kompozytora to fiński produkt eksportowy w muzyce klasycznej. Niestety, Sibelius był pierwszym i długo pozostał jedynym znanym kompozytorem z tego kraju.
Wyobraźmy sobie, że cała nasza europejska historia sztuki po prostu znika. Nie ma Baroku, nie ma Renesansu, nie ma Bacha, Mozarta, Beethovena. Nie ma lutni, klawesynów, organów, zespołów kameralnych, chorału, potężnych mszy i cichych nieszporów. Nie ma oper, nie ma etiud.
Jest muzyka grywana wieczorami, na przedziwnych instrumentach, niepodobna do niczego. Jest pierwotne pragnienie muzyki, która wyrazi las, wodę, powietrze i legendy, które poruszają do łez.
Finlandia to kraj bez historii muzyki, jaką znamy w Polsce i reszcie Europy. Nie obciążeni tym, do czego zdążyło się przyzwyczaić europejskie ucho, dziś mogą tworzyć muzykę niezwykłą. Dopiero teraz młodzi fińscy kompozytorzy współcześni powoli wyruszają w świat.
Każdą z 600 stalowych rur Eila Hiltunen tworzyła osobiście. Potem połączyła je w jedną całość. Układają się w kształt morskich fal lub falujących traw. To muzyka Sibeliusa zamknięta w rzeźbie. Stoi w małym parku w Helsinkach, nad samym brzegiem Bałtyku.
Muzyka poważna w Finlandii nie ma się jednak najlepiej. Brakuje chętnych do studiowania muzyki w Akademiach Muzycznych, bo na wcześniejszych etapach edukacji muzyka jest właściwie nieobecna. Tak jak w Polce, chętni mogą zapisać się do popołudniowych szkół muzycznych, na co jednak bardzo często po prostu brakuje czasu.
Orkiestry fińskie zmagają się z brakiem funduszy i chętnych do gry. Gdy już grają, najczęściej prezentują europejskie hity. W sierpniu w Helsinkach odbywał się Festiwal Muzyki Barokowej. Dlaczego, ja się pytam? Po co? Takich festiwali mamy w Europie na pęczki, dlaczego więc Finlandia nie podzieli się tym, co ma naprawdę cennego? Festiwal fińskiej muzyki ludowej lub fińskiej muzyki współczesnej to byłoby prawdziwe święto muzyki, jakiej nie można usłyszeć w żadnym innym miejscu na Ziemi.
W eksperymencie, jakim jest fińskie społeczeństwo zabrakło miejsca na muzykę. Ta cisza mnie niepokoi.
Przed wylotem na wyspę ułożyłem sobie w głowie obraz
Islandii, krainy mlekiem i miodem płynącej. Po przylocie na wyspę przyszedł
czas na jego dekonstrukcję, w której udział wziął deszcz, niemiłosiernie
zacinający tuż po opuszczeniu terminalu lotniska w Keflaviku, szarość dnia
następnego, spajająca barwy nieba z
kolorami większości budynków w Reykjaviku, do spółki z przenikającą melancholią
miasta, którą przesiąkają ulice i snujący się po nich ludzie. Nie ma co jednak
popadać ze skrajności w skrajność. Z tego jak miało być i z tego jak jest powstała
niesamowita normalność. Normalność miejsca dumnie zwanego stolicą kraju, gdzie
ambasada Francji mieści się w niewielkim domu jednorodzinnym, a najbardziej
okazałym budynkiem w centrum jest miejski dom kultury. Miejsca, gdzie
policjanci z reguły nie gonią złodziei, mając czas na pokazywanie młodym
tricków na deskorolce. Wreszcie miejsca, gdzie nie trzeba stać dłużej niż 10
sekund przed mapą dzielnicy, żeby zaraz znalazł się ktoś, kto tę mapę zastąpi z
uśmiechem na ustach. To właśnie jest Reykjavik – najbardziej na północ położona
stolica państwa na świecie. Żyjąc pomiędzy Oceanem a górami, górami i Oceanem
zdaje się, że można odkryć nowe zasady odpoczynku i zmienić podejście do
otaczającego świata. Jak będzie, to się okaże. Już teraz jednak nie mam
wątpliwości, że to co przez chwilę zdawało się być rozczarowaniem, jest
początkiem ciekawej przygody! I nie zmieni tego fakt, że w każdym sklepie, nie
ma znaczeniu czy kiosk czy supermarket, znajdzie się wyprodukowane w Cieszynie
Prince Polo!
Pamięci Vikingów
Centrum kultury Harfa w tle
Hallgrímskirkja- największy kościół w całej Islandii
A na koniec i początek jednocześnie wyjątkowo optymistyczne dźwięki, prosto z Islandii: